Na początku 1950 roku amerykańskie tajne służby informują, że komunistyczna Korea Północna przygotowuje wielką inwazję na prozachodnią Koreę Południową. Te doniesienia wywiadu w pełni się potwierdzają. W czerwcu wojska komunistyczne przekraczają 38. równoleżnik i ruszają na południe. Posiadają ogromną przewagę liczebną i w sprzęcie. Rada Bezpieczeństwa ONZ, pod nieobecność ambasadora sowieckiego, przyjmuje rezolucję nr 82 w sprawie udzielenia zbrojnej pomocy Korei Południowej. Dowódcą sił interwencyjnych zostaje gen. Douglas MacArthur, wówczas najwyższy dowódca alianckich sił okupacyjnych w Japonii i dowódcą wojsk USA na Dalekim Wschodzie. Jest on żywą legendą, weteranem dwóch wojen światowych, znany jest z wojowniczości i wrogości do komunizmu. ZSRS składa protest przeciw interwencji ONZ w Korei, ale jest już za późno. Agresorzy z północy szybko zajmują Seul, a wojska Korei Południowej cofają się. Na początku lipca do Korei zostają przerzucone pierwsze amerykańskie oddziały. Generałowi MacArthurowi w sierpniu udaje się ustabilizować front na przyczółku wokół portu Pusan, na południowym krańcu Półwyspu. Komunistyczne natarcie zostaje zatrzymane, a MacArthur przygotowuje kontrofensywę. W połowie września pod Inchon Amerykanie i wspierające ich oddziały południowokoreańskie zadają klęskę wojskom Korei Północnej. Zaraz potem wojska pod sztandarami ONZ rozpoczynają kontrofensywę pod Pusan, szybko odrzucając siły komunistyczne. Północnokoreański odwrót przeradza się w paniczną ucieczkę. Po zaciętych walkach Amerykanie i południowi Koreańczycy odbiją Seul. W ciągu dwóch tygodni wojska północnokoreańskie tracą ponad 100 tys. żołnierzy oraz niemal całą broń pancerną, artylerię i lotnictwo. Wojska międzynarodowej koalicji tracą 18 tys. żołnierzy. Agresor zostaje wyparty za 38. równoleżnik. Na początku października wojska pod sztandarami ONZ rozpoczynają ofensywę dalej na północ. Po dwóch tygodniach zostaje zdobyta stolica Korei Północnej, Pyongyang. Mieszkańcy radośnie witają alianckich żołnierzy i niszczą symbole komunistycznej władzy. Armia północnokoreańska wydaje się wówczas prawie unicestwiona, a jej resztki uciekają w góry i ku granicy z Chińską Republiką Ludową, która występuje w obronie komunistycznych towarzyszy. Klęska Korei Północnej i Kim Ir Sena niepokoi nie tylko Mao ale i Stalina. Władze USA obawiają się, że sukcesy MacArthura sprowokują chińsko-sowiecką interwencję zbrojną. W połowie października na terytorium Korei zaczynają wkraczać oddziały Chińskiej Armii Ochotników Ludowych. Pod koniec listopada formacja ta liczy już 300 tys. żołnierzy. MacArthur ma plan zakończenia wojny i zadania śmiertelnego ciosu komunistycznym Chinom, ale jest on wielce niekonwencjonalny. Wojowniczy generał zamierza bowiem użyć na wielką skalę broni jądrowej. Już 5 listopada Kolegium Szefów Połączonych Sztabów USA zezwala na zrzucenie bomb atomowych na miasta w Mandżurii, jeśli chińska armia włączy się do wojny. MacArthur czuje się upoważniony do użycia broni jądrowej przeciwko siłom chińskim, gdyby zaszła taka potrzeba. Pod koniec listopada silne zgrupowanie chińskie uderza na amerykańską 8. Armię. Potężne uderzenie spada też na amerykański X Korpus w rejonie zbiornika Czohsin - Chińczycy mają tam pięciokrotną przewagę w ludziach. MacArthur wydaje rozkaz odwrotu, który odbywa się w fatalnych warunkach. Wycofujące się siły koalicji brodzą w głębokim śniegu przy mrozie sięgającym minus 30 stopni, a atakowane są stale przez fale chińskiej piechoty, której dowódcy nie liczą się ze stratami. W grudniu MacArthur prosi o możliwość użycia broni jądrowej przed dowódców frontowych, a 24 grudnia przedstawia listę 34 celów dla bomb jądrowych na terytorium Korei i ChRL. Rozważa też zmasowane uderzenie nuklearne na linii rzeki Yalu, by zamienić ją w radioaktywną przeszkodę. Generał uważa, że wojna w Korei to wojna o całą Azję, a jej przegranie doprowadziłoby do zwycięstwa komunizmu także w Europie. Jest przekonany, że dzięki broni jądrowej wygra wojnę w ciągu maksymalnie 10 dni: „Zrzuciłbym od 30 do 50 bomb atomowych na ich bazy lotnicze i składy zaopatrzeniowe rozciągnięte poprzez tereny Mandżurii. (…) Przez co najmniej 60 lat nie byłoby inwazji na Koreę z północy. Wróg nie przeszedłby przez ten radioaktywny pas” – mówił potem w wywiadzie wojowniczy generał. Wizja MacArthura była globalna. Uważał, że nokautujący atak nuklearny i towarzyszący mu desant sił Czang Kaj-szeka na południu Chin, zachwiałyby komunistycznym reżimem Mao Zedonga. Upadek ChRL i przejście Chin pod kontrolę Czang Kaj-szeka oznaczałoby zaś olbrzymią klęskę polityki Stalina, który wciąż roił o globalnej ekspansji komunizmu. Zmasowany atak atomowy na Chińską Republikę Ludową mógłby zmusić Związek Sowiecki do zaangażowania się w wojnę, a wtedy obszar działań wojennych mógł rozszerzyć się błyskawicznie także na Europę. Siłą rzeczy w taki konflikt zostałaby wciągnięte satelickie kraje Moskwy, w tym i Polska.
Nic dziwnego, że zagrożenie atomowe było bardzo gorącym tematem także na Starym Kontynencie. W Polsce, tak samo jak i w innych krajach, trwało wielkie zbieranie podpisów pod Apelem sztokholmskim, który wzywał do przeprowadzenia plebiscytu w sprawie zakazu produkcji broni atomowej. Była to pierwsza wielka inicjatywa Światowej Rady Pokoju powołanej podczas Kongresu Obrońców Pokoju w Warszawie. Światowa Rada Pokoju była organizacją formalnie pozarządową, ale de facto zależną politycznie i finansowo od ZSRR. Z polskich luminarzy jej członkami byli m.in.: Jan Dembowski (biolog), Ostap Dłuski (działacz komunistyczny), Leopold Infeld (fizyk), Wiktor Eugeniusz Kłosiewicz (murarz i polityk komunistyczny), Leon Kruczkowski (pisarz), Jerzy Putrament (pisarz), Wanda Wasilewska (polsko-sowiecka działaczka polityczna). Dzięki sprawnej akcji propagandowej pod Apelem sztokholmskim zebrano setki milionów podpisów - według oficjalnych źródeł pół miliarda, według innych "tylko" ćwierć miliarda. Tak czy inaczej był to niezwykły sukces stalinowskiej propagandy, która chciała zyskać czas niezbędny na zbudowanie własnego atomowego arsenału przez Związek Sowiecki. W Polsce podpisy były zbierane w domach i zakładach pracy, a za całą akcję odpowiedzialny był Komitet Obrońców Pokoju. Miał on swoje struktury na szczeblu wojewódzkim, miejskim, powiatowym, gminnym, gromadzkim a nawet blokowym. Członkowie komitetów odwiedzali mieszkania i wiejskie chaty i wyjaśniali potrzebę „walki o pokój”. Jako pierwszy pod apelem podpisał się sam prezydent RP Bolesław Bierut. W ciągu dwóch miesięcy apel sztokholmski, według oficjalnych danych, podpisało 18 milionów Polaków, czyli prawie wszyscy dorośli mieszkańcy kraju.
Na fotografii: Amerykański pancernik Missouri ostrzeliwujący komunistyczne pozycje w Korei Północnej 21 października 1950 r. Zdjęcie ze zbiorów U.S. National Archives. Źródło kopii cyfrowej: Wikimedia Commons.
(TŚ)